bg

Kto nas odwiedza

Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości 

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 1202920

Lodowy rycerz i inne górskie osobliwości

Książki -Tematycznie
poniedziałek, 15 kwietnia 2019 00:00

lodowy rycerz - okadka2autor: Marek Konecki

W naszym środowisku górskim działa przynajmniej kilku powszechnie znanych karykaturzystów. Każdy ma swój własny styl i punkt spojrzenia. Zazwyczaj wydają niewielkie tomiki, lub ilustrują większe książki górskie. Tym razem mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym. Otóż Marek Konecki pokusił się o wybranie najbardziej reprezentatywnych rysunków ze swojej długiej, bo ponad 40-letniej kariery i opatrzył je odpowiednimi krótkimi historyjkami, które w luźny sposób nawiązują do tematu karykatury. Oprócz odgrzebanych uroczych staroci jest też spora dawka nowości, a chyba najmocniejszym punktem programu jest rozdział poświęcony ostatniej zimowej wyprawie na K2, oczywiście ukazanej w krzywym zwierciadle, choć bez nadmiernej złośliwości.

Interesującą szatę graficzną książki przygotowała na podstawie rysunków autora Marta Górska.  

Premiera: 12.03.2019 Stron: 414

Oprawa miękka, format B5

ISBN: 978-83-61968-36-8

cena det. 39,90 zł

recenzja 1 (granice.pl)

recenzja 2 (wspinanie.pl - Ilona Łęcka)

recenzja 3 (lubimyczytac.pl)

relacja wideo ze spotkania autorskiego

Poniżej zamieszczamy wstęp od autora oraz kilka rozkładówek. 

Wstęp:

Skąd wziął się pomysł zebrania rysunków, a także tekstów satyrycznych i ułożenia ich w formie książki? Są przecież bardziej pożyteczne zajęcia, na pewno są... Przypomina mi się anegdota, w której nasz ulubiony baca zapytał napotkanego na szlaku turystę, czym on się tam zajmuje.

– No, jestem redaktorem – odpowiedział z pychą ceper.

– Każdy cosik robi, aby nie kraść – skwitował baca.

Ba, śliczne, nieprawdaż?

Dla kogo więc adresuję tę książkę? Myślę sobie, że „target” jest szeroki – treści głównie dla młodych wspinaczy, ale i dla „dziewcząt i chłopców z tamtych lat”. Także dla turystów, nie tylko górskich, żeby wiedzieli, w co się ewentualnie pakują. Znajdą tu coś dla siebie miłośnicy gór i alpinizmu, ci z poczuciem humoru. Mam nadzieję, że również na swój własny temat. Przez ponad 40 lat rysowania i pisania o górach trochę się tych prac nazbierało – o łażeniu po nich, przesiadywaniu w nich, czy wreszcie o wspinaniu. Wiele rysunków przycupnęło na łamach pism takich jak „Taternik” czy „Góry i Alpinizm”. Niektóre z nich dostępne są w Internecie.

Będąc w górach, zawsze miałem wrażenie, że obcuję z czymś wyjątkowym, niemal mistycznym, co zdumiewa i wywołuje zachwyt, jednocześnie podnosząc adrenalinę, szczególnie gdy śmiga się na tyłku z Wrót Chałubińskiego do Stawków Staszica po twardym, całkiem realnym śniegu, próbując hamować czekanem. I jak, w tak niepowtarzalnym środowisku, nie uśmiechać się i nie kpić, głównie z samego siebie, szczególnie wtedy, gdy wychodzi się z tego cało? Zresztą Ojciec powiedział mi kiedyś, że góry są piękne. I tego się trzymam.

Wydarzeniem, które zapoczątkowało mój górski żywot i wywarło niebanalny wpływ na późniejsze dokonania satyryczne, był wyjazd z rodzicami w Tatry, gdy byłem w piątej klasie szkoły podstawowej, co miało miejsce w 1961 roku. Wtedy to po raz pierwszy, po wejściu szlakiem turystycznym na szczyt Świnicy, na jej nieodległym, północno-zachodnim wierzchołku zobaczyłem zawieszonego gdzieś w wielkiej powietrznej pustce żywego – jak mi potem powiedziano – taternika.

Potem były Bieszczady i Beskid Niski, obozy wędrowne (odpowiednik dzisiejszej szkoły przetrwania, co wówczas polegało na targaniu przez dwa tygodnie wszystkiego, co niezbędne do życia, na plecach). Magnetyczna siła Tatr przyciągnęła mnie jednak z powrotem, szczególnie że ten widziany wcześniej tajemniczy wspinacz nie dawał mi już spokoju.

Ludzie pytają, skąd biorę pomysły na rysunki. Ba, rysownik i satyryk, Zbigniew Lengren w czasie posiadów w Muzeum Karykatury w Warszawie zawsze odpowiadał na tego rodzaju indagacje, że z głowy, czyli z niczego. W przypadku gór odpowiednikiem głowy jest powietrzna pustka, na szczęście wypełniona przedstawicielami naszego ambitnego gatunku. Pomysły „turystyczne” znajdują się więc tuż – w zasięgu słuchu i wzroku. Wystarczy tylko w piękny letni dzień przysiąść sobie na Przełęczy Kondrackiej z boczku, tuż przy rwącym, gwarnym potoku ludzi pnących się na niebosiężny Giewont. Wystarczy zadrzeć głowę w kierunku drabinki nad Kozią Przełęczą, zjeść kanapkę na ławeczce przy schronisku na Hali Ornak, nad brzegiem Morskiego Oka wystawić twarz ku Mięguszom, czy po prostu zadumać się, przesiadując w schroniskowej jadalni na Hali Chochołowskiej. Można też uraczyć się knedlikami w Schronisku nad Popradzkim Stawem albo wypić herbatkę z rumem w Schronisku Téry’ego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich.

Wspinanie przyniosło mi wiele pomysłów na rysunki. Przychodziły do głowy nawet podczas takich zdarzeń, jak ekstremalnie szybki zjazd za potrzebą przy pełnej widowni z diretissimy Raptawickiej Turni, zwichnięcie kostki na Mnichowym wariancie „R” w lecie, w pełnym opadzie śniegu, czy lot z przewieszki na nowej drodze na północnej ścianie Lodowego Szczytu (kameralnie, już bez świadków).

Dobrze było zatrzymać się na dłużej pod południową ścianą Zamarłej, przysiąść pod zachodnią Kościelca, czy na Mnichowych Plecach; przystanąć pod Zacięciem Wojsznisa na klasycznym kancie Mnicha, na podejściu pod „Hokejkę” na zachodniej Łomnicy, na zimowej grani Kościelców, czy lewym filarze Cubryny; zabiwakować zimą w namiocie na Tomanowym Polskim, w czasie przejścia Grani Tatr Zachodnich, popijając wieczorne piwko, przyniesione właśnie przez zaprzyjaźnionego GOPR-owca. W każdym niemal przypadku było coś ciekawego do narysowania lub opisania.

Z kolei inspiracje do płodzenia kpin – tych turystycznych i tych wspinaczkowych, o wyraźnie romantycznym zabarwieniu – również znaleźć można wszędzie. Czasem pomysł dopadnie nas na Żółtej Turni czy Krywaniu, na których witamy wrześniowy wschód słońca w towarzystwie girland lodowych, na trawiastych upłazach, skrzących się jak diamenty w pierwszych jego promieniach. Koncept potrafi zaatakować szczyty naszych neuronów w czasie wspinaczek na Kościółek w Dolinie Batyżowieckiej, gdy na wierzchołku dumamy o Stanisławskim. Przychodzi ni stąd ni zowąd na Gerlachu, gdy stwierdzamy, że dookoła nie ma już nic wyższego, na co dałoby się jeszcze wspiąć.

Co zatem zawiera ta książka? Otwiera ją rozdział: „Lodowi rycerze na K2” , rodzaj ilustrowanego kalendarium wyprawy zimowej na K2 w 2018 roku. Tuż dalej schodzimy „na ziemię”, czyli pojawiają się żarty turystyczne i nieodłączna „Biurokracja”. Do wspinaczkowego treningu zachęca nas „Dykta i panel”. Potem ćwiczymy „W skałkach”. Ambitnie „Szkolimy się w ścianach” i próbujemy swych sił w Tatrach latem, o czym opowiada rozdział „Tatrami sieknięci”, ale też i zimą („Czekan w opałach”). Jeśli będzie nam dane wyjechać w góry wysokie, możemy doświadczyć „Himalajskiego zefirka”. Z kolei „Muza wspinania” przypomina nasze znaczące wpadki i awanturki w obecności dam, a „Wspinaczki z aniołkiem” mówią o upragnionej przez nas personie, z którą chcielibyśmy się nie tylko wspinać, ale i biwakować. Książkę kończy „Alfabeticon” poświęcony niektórym znakomitym wspinaczom.

Wiele z zamieszczonych tu rysunków nie jest wierną ilustracją tekstów. Te dwie formy raczej sobie towarzyszą i ze sobą gaworzą, jak nie przymierzając pańcie w szpilkach na płacie firnowego śniegu pod Zawratem czy łojant zjeżdżający z uskoku Zadniego Mnicha, odbierający jednocześnie pilny telefon od narzeczonej.

I może jeszcze jedna drobna uwaga. Wielu górskich rzeczy nie udało mi się dotknąć własną ręką, wielu nie miałem okazji przeżyć. Mój Everest malał z biegiem lat, a na horyzoncie pojawiały się inne szczyty. Dlatego też, rysując i pisząc o górach, czuję się czasem jak panienka z intuicją, co to raz przejdzie obok koszar pułku ułanów i już wszystko wie o wojsku.

Mam mimo to skromną nadzieję, że lektura tej niefrasobliwej książki przypomni wielu z nas chwile chwały, a innym da inspirację, by z nową inwencją popatrzeć na ten jakże wspaniały górski światek.

Warszawa, styczeń 2019 r.

lr1

lr2

lr3lr4lr5lr6lr7lr8

 

GórFanka. Moje ABC w skale i lodzie

Hot StartPierwsza część serii, mającej ambicje pokazać ponad czterdziestoletnią karierę górską jednej z naszych najlepszych alpinistek. Barwne opowieści autorki pozwalają znakomicie wczuć się w klimat i atmosferę legendarnych lat 70.

GórFanka. Na szczytach Himalajów

Hot StartAutorka koncentruje się na wyprawach mających na celu zdobycie najwyższych himalajskich szczytów: Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Mocna dawka wrażeń dla wszystkich miłośników gór i narratorskiego talentu Anny Czerwińskiej.

GórFanka W Karakorum 1979-1986

Hot StartKsiążka opisuje najbardziej ambitny okres działalności naszej bohaterki (z trudnymi ośmiotysięcznikami w Karakorum). Właśnie podczas tych wypraw dokonywano pierwszych kobiecych wejść na poszczególne szczyty.

 
 
 
Start