bg

Wybór opinii - Prostowanie zwojów

Bikeowa podróż. Z Sydney do Szczecina cz.1
wtorek, 05 kwietnia 2011 13:40

Skończyłam równocześnie „Prostowanie zwojów” Tomasza Hreczucha o którym pisałam wcześniej, świetnym językiem napisane, nie da się uwierzyć, że autor jest po polibudzie i to dopiero jego pierwsza książka, napisane bardzo indywidualnym stylem, pełnym humoru i werwy, życie wspinacza opisane bez kropli egzaltacji.

miss seepy na forum www.wizaz.pl

...W międzyczasie dech w piersiach od rechotania i emocji zapiera mi „Prostowanie zwojów” Tomasza Hreczucha.

„Bez błędu pierworodnego w ogóle nie byłoby alpinizmu. Jak każde zjawisko pierworodne, spowity jest on romantyczną tajemnicą i krążą o nim działające na wyobraźnię legendy. Wypowiedziano na jego temat słynne frazy typu „Bo góry są”, bądź bliższe słowiańskiemu sercu - głosem anegdotycznego kolejarza przechadzającego się pod skałami- „Je***a ludzka rasa, za ch** bym tam nie wlazł”, ale zdecydowanie najtrafniej oddaje go nieme walenie się w pierś przy równoczesnym kręceniu głową, obrazujące niemozność wyrażenia istoty sprawy.”

Ktoś zawyrokował, lustrując lekturę przezramiennie: „Ty jakieś wulgaryzmy czytasz.. ;) „

W ekstremach nie ma eufemizmów. Jak jesteś w górze, a para-oglądacze na dole widzą, że coś pieprzysz totalnie, to wiąchy lecą. Dosadne, otrzeźwiające, mobilizujące. Jak zakładasz w skale przelot tam, gdzie kamień się sypnie, to instruktor wspinaczkowy „raz za razem zaburza ekologiczną równowagę Tatr Wysokich, przeganiając kozice na słowacką stronę swoim niecenzuralnym rykiem” (Hreczuch).

agnieszka_st z http://agnesinpoland.blox.pl/

Polecam „Prostowanie zwojów” Tomasza Hreczucha. Czyta się błyskawicznie. Trochę śmiechu, trochę refleksji i... podstawowe pytanie o sens wspinaczki.

onna na forum www.e-gory.pl

Z książek jeszcze nie wymienionych albo wymienionych mniej niż 10 razy to ja bym polecił: […]

Prostowanie zwojów - Tomasz Hreczuch (książka na pełnym luzie - rozwalił mnie motyw ze sraczką na ścianie)

Marcin z www.realization.blog.pl

Autor opowiada o swoich górskich wspinaczkach z werwą i poczuciem humoru.

Jest to proza bezpośrednia, jędrna, oddająca nie tylko atmosferę górskiej przygody, ale również specyficzne stosunki panujące w klubie wysokogórskim: planowanie wypraw, zdobywanie środków, typowanie uczestników. Hreczuch uniknął emfazy. Mówi wprost, czego doświadczał swoim ciałem, a także dzieli się osobistymi refleksjami, które uderzają autentyzmem. Są prosto z życia wzięte, a nie z romantycznego sztambucha.

Hairy na forum WWW.skibicki.pl

Co do „Prostowania zwojów” to książka, którą przeczytałam jednym tchem. Może nie jest napisana z polotem, może zabrakło w niej historii mrożących krew w żyłach, nie ma tu nadludzkich zmagań z górami, ale jest coś, co nie pozwala oderwać się od książki przed ukończeniem czytania ostatniej strony. Hreczuch pisze tak świeżo, młodzieńczo, zabawnie. Znaleźć tu można mnóstwo interesujących informacji szczególnie dla osób zaczynających przygodę z górami. Jest kilka pouczających lekcji pokory, która w połączeniu z autoironią autora pozwala na moment przenieść się gdzieś wysoko w Tatry.

To wreszcie książka o tym, że warto marzyć, warto mieć w życiu pasję, która nada mu swoistego rodzaju sens. Dzięki Hreczuchowi uwierzyłam, że często chcieć naprawdę znaczy móc...

Anna na www.e-gory.pl

Przeczytałam bardzo dobrą książkę, którą polecam wszystkim „wrośniętym” ;) w góry... Tym, którzy nic z tego nie rozumieją, zdecydowanie odradzam, bo treści tam przekazane dają mocno do myślenia wszystkim trekkingowcom i alpinistom, a pozostałym mogą jedynie składać się na stek bzdur i pieprzenia. Tytuł brzmi „Prostowanie zwojów”, napisał Tomasz Hreczuch, być może niektórzy zainteresowani wiedzą ;)

Poniżej umieszczam dwa szczególnie ważne dla mnie fragmenty. Takie dobre nawiązanie do moich odczuć i wniosków, jakie wyciągnęłam po zimowym pobycie w Tatrach...

”(...)Wspinałem się coraz mniej i mniej. Forma spadała. Mięśnie uległy połowicznemu zanikowi. Powroty w skały stały się bolesne: piekły odzywczajone palce, trzeszczały stawy, rwał się oddech. Drogi, które kiedyś były łatwe, teraz okazywały się nie do pokonania. Zrozumiałem w końcu, że już nigdy nie odnajdę tej pierwotnej motywacji, tego wielkiego głodu skały. Bez niego nie ma jednak mowy o sporcie. Przestałem ostatecznie myśleć o alpinizmie jako o czymś szczególnie istotnym w moim życiu.

Tylko raz na jakiś czas, raz w roku, zwłaszcza na wiosnę, czuję rwącą serce tęsknotę, słyszę dochodzący z głębi szept, który pęcznieje z tygodnia na tydzień, powoli przeradza się w coraz potężniejsze wołanie, aż w końcu głos ten staje się rykiem nie do zniesienia, wypełnia całą moją świadomość, podświadomość i nieświadomość, jest wszechobecny, budzi mnie i jest ze mną, gdy zasypiam, nie pozwala się skupić, nie daje myśleć, niepokoi sennymi wizjami tonących w słońcu lodowców, granitowych ścian i ostrych jak brzytwa grani. Ponagla, popycha, upomina, nie daje wyboru...

Muszę. Po prostu MUSZĘ jechać w góry!!!”

:)

”(...)I jeszcze jedno.

Gdy czasem usłyszę gdzieś w radiu Ride Across The River Dire Straitsów, z którym tyle razy zasypiałem po ciężkim wspinaczkowym dniu, to jakaś melancholijna struna drży w mojej duszy. Niczym mgły w dolinach ciągną mi się po głowie wspomnienia o lodzie i przestrzeni, pełne przebłysków z najpiękniejszych chwil młodości, kiedy wszystko było takie proste i takie świeże. Kiedy marzenia przeplatały się z rzeczywistością, a łamany horyzont stanowił o tym, jak żyć. I odjeżdżam wtedy w przedziwne stany nieuchwytnego mistycyzmu...

...Nothing gonna stop them

as the day follows the night.

Right becomes wrong,

the left becomes the right.

And they sing

as they march with their flags unfurled

Today in the mountains

Tomorrow the world.

Gonna ride across the river

deep and wide

Ride across the river

to the other side...”

Gdy czytałam drugi fragment, miałam wrażenie, że ktoś przeczytał to w moich myślach...

Jak teraz sobie radzić? Na co czekać, na co się cieszyć?

Trzeba znaleźć sobie inne miejsce na świecie. Ale to nie takie łatwe, tak po całym życiu jasnego i bezdyskusyjnego parcia do jednego celu, który był potwierdzeniem, że „szczęście” jeszcze gdzieś jest.

Mam pół roku, by zdecydować.

anmenka z WWW.anmenka.blog.pl

... A największe wrażenie i najwięcej radości - Tomasz Hreczuch „Prostowanie zwojów”, pożyczone od znajomka, już swoje odstało na półce, a teraz proszę! Dawno nie czytałem tak świeżej i dobrej książki. O wspinaniu w górach, ale bez nadęcia, zbytniego epatowania fachowym językiem, z jajem i z duszą. Coś pięknego. Jakby się słuchało opowieści fajnego kumpla, przy tym gustowny, błyskotliwy język.

pepegi z www.pepegi.blog.pl

 

GórFanka. Moje ABC w skale i lodzie

Hot StartPierwsza część serii, mającej ambicje pokazać ponad czterdziestoletnią karierę górską jednej z naszych najlepszych alpinistek. Barwne opowieści autorki pozwalają znakomicie wczuć się w klimat i atmosferę legendarnych lat 70.

GórFanka. Na szczytach Himalajów

Hot StartAutorka koncentruje się na wyprawach mających na celu zdobycie najwyższych himalajskich szczytów: Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Mocna dawka wrażeń dla wszystkich miłośników gór i narratorskiego talentu Anny Czerwińskiej.

GórFanka W Karakorum 1979-1986

Hot StartKsiążka opisuje najbardziej ambitny okres działalności naszej bohaterki (z trudnymi ośmiotysięcznikami w Karakorum). Właśnie podczas tych wypraw dokonywano pierwszych kobiecych wejść na poszczególne szczyty.

 
 
 
Start